Zamordowana za bezpłodność
Dodane przez admin dnia Grudzień 07 2015 08:00:00
„Dwudziestoparoletnia kobieta, z zamożnego domu, została znaleziona martwa w połowie grudnia w Gnieźnie. Jej zwłoki, według wstępnych oględzin, były mocno posiniaczone, widoczne pchnięcie nożem, ślady duszenia, ubiór zakrwawiony. Przy denatce znaleziono złotą biżuterię, zatem wykluczono motyw rabunkowy zabójstwa. Według świadków, którzy woleli zachować anonimowość w obawie o swoje życie, motywem zbrodni miała być bezpłodność młodej kobiety. Winnych zbrodni nigdy nie ukarano, choć wśród głównych podejrzanych znalazł się mąż zamordowanej, znany w Gnieźnie i Poznaniu celebryta, słynący w lokalnym środowisku z okrucieństwa i hulaszczych zabaw milioner, ksywa „Pogrobowiec”. Jedna z największych zbrodni w historii Gniezna do dnia dzisiejszego nie została wyjaśniona. Śledztwo w sprawie trwa, chociaż ostatnio ujawniły się nowe okoliczności i być może śmierć Ludgardy M. zostanie kiedyś wyjaśniona.”
Treść rozszerzona
Takiego mniej więcej newsa dnia moglibyśmy współcześnie przeczytać w prasie kolorowej oraz Internecie. W powyższej historii prawdziwe jest tylko to, że owa młoda kobieta rzeczywiście między 11 a 13 grudnia straciła życie w Gnieźnie, nie wiadomo jednak, czy z przyczyn naturalnych, czy, jak woleliby późniejsi komentatorzy, było to cynicznie zaplanowane morderstwo z polecenia męża.

Historia wydarzyła się w 1283 r., jej bohaterami są księżna Ludgarda meklemburska i książę Przemysł II, późniejszy król koronowany w Gnieźnie, i choć minęło kilka wieków, legenda wciąż wywołuje wiele emocji i skrajnych opinii. W niemieckiej relacji zabójstwo wyglądało następująco (fragment legendy o śmierci Ludgardy podajemy za meklemburskim kronikarzem, Ernstem von Kirchbergiem [ok. 1370 r.] w przekładzie Andrzeja Bzdęgi):
W tym czasie przemyśliwano, jakby jej jednak zadać śmierć. Wyspowiadała się i pojednała z Bogiem, woląc umrzeć tam z woli Boga (...) niżby miała złamać zawarte przed Bogiem (...) małżeństwo. (...) Udała się tedy do komnaty i kiedy książę zdał sobie sprawę, że nikt nie zdoła żadnym sposobem odwieść jej od postanowienia, przyszedł przed komnatę pełen nienawiści, lecz z podjętym zamiarem. Panny (służebne) zaraz przybiegły i powiedziały księżnej, że książę jest pod drzwiami i mocno zapukał do nich. Księżna z godnością wstała i przyjęła go życzliwie, objęła swego pana przyjaźnie (serdecznie) i ucałowała. W chwili tego pocałunku wyciągnął nóż i przebił szlachetną księżnę, z wielką nienawiścią. Jego słudzy, którzy zaraz za nim przyszli, ręcznikiem (chustą) - wokół szyi mocno zaciśniętym - ją udusili. Kiedy śmierć na nią przyszła, głosem z głębi duszy donośnie zawołała: "In manus tuas, Domine! Zlituj się nad moją męką!"*

W XV-wiecznym przekazie Jana Długosza (1415-1480) księżna Ludgarda z powodu bezpłodności śmierć miała ponieść nie na zamku gnieźnieńskim lecz poznańskim, jednakże większość wcześniejszych źródeł potwierdza Gniezno jako miejsce niespodziewanej śmierci księżnej oraz katedrę gnieźnieńską, w której uroczyście pochowano Ludgardę. Podobnego zdania jest badacz kultury średniowiecza, prof. Jacek Wiesiołowski: Za Gnieznem przemawia jednak nota współczesnego wydarzeniom franciszkanina z Kalisza, który zapisał w tamtejszym roczniku wzmiankę o przyjeździe księcia Przemysła II do Kalisza po pogrzebie żony w Gnieźnie. Druga okoliczność potwierdzająca Gniezno jako miejsce śmierci księżnej to informacja, podana również przez rocznik z Trzemeszna, że ciało Ludgardy zmielono między kamieniami w młynie, aby nie został po niej żaden ślad. I że te kamienie z krwawymi śladami znajdowały się na gnieźnieńskim zamku. (…) Tego typu legendy wymyślane były na szlakach pielgrzymkowych. Legenda o Ludgardzie miała ściągnąć do Gniezna więcej pielgrzymów. Nie tylko relikwie świętego Wojciecha, ale również kamienie z krwią „świętej Ludgardy". Musiał więc istnieć jakiś kult księżnej.

„Kamienie świętej Ludgardy” oraz drewnianą kaplicę, w której znajdowały się owe kamienie, wspomina średniowieczny „Rocznik małopolski”: Niezależnie od tego dziejopisarza (dodam), że za naszej młodości widzieliśmy w grodzie gnieźnieńskim jedną drewnianą kaplicę, która w języku rodzimym nazywa się kruchta, w której były dwa wielkie kamienie na kształt młyńskich zaczerwienione krwią tejże pani, między którymi została starta całkowicie i zgasła, i została złożona w grobie w katedrze gnieźnieńskiej.

Współcześni badacze uważają, że książę Przemysł II nie miał nic wspólnego ze śmiercią swojej bezpłodnej żony Ludgardy, a jej nagła śmierć na zamku gnieźnieńskim mogła być raczej wynikiem zapalenia płuc lub choroby serca. Zamek gnieźnieński w 1283 r., gdy zmarła Ludgarda, jak na owe czasy posiadał nowoczesną konstrukcję murowaną, liczył sobie zaledwie 46 lat, został bowiem w 1237 r. odbudowany przez księcia Władysława Odonica. Wersja o zapaleniu płuc wydaje się najbardziej prawdopodobna, skoro również w grudniu zmarła pochowana w katedrze gnieźnieńskiej w 1249 r. księżna Jadwiga (ur. ok. 1220 r.), żona Władysława Odonica. Prawdopodobne, iż na zamku gnieźnieńskim panowały zimą spore przeciągi lub dotkliwy chłód, które mogły być przyczyną chorób. Obecnie zostały nam jedynie przypuszczenia. Ludzie średniowiecza sprawę widzieli znacznie prościej, chcąc całą odpowiedzialnością za niewyjaśnioną śmierć Ludgardy obarczyć księcia Przemysła II, wszak potwierdzały to również oficjalne źródła – np. „Rocznik Traski”: Śmierć jej nikt nie zdołał dociec jak zaszła, czy „Kronika oliwska”: Żył jeszcze [książę Przemysł II – przyp.] jeden rok i schwytany przez pachołków margrabiego Brandenburgii, Waldemara, został zabity na pomszczenie świętej Lukardy swojej małżonki, którą źle podejrzewając kazał udusić.

Być może kiedyś poznamy prawdę – zostanie odkryty grób Ludgardy w katedrze gnieźnieńskiej i dzięki badaniom patologów nauka ustali ponad wszelką wątpliwość przyczynę śmierci młodej księżnej. Tymczasem pozostaje nam średniowieczna legenda, która przez wieki podsycała wyobraźnię poetów.

Jan Długosz wspomina, iż sam w młodości słyszał popularną wśród wędrownych wagantów dawną „Pieśń o Ludgardzie”. Niestety, oryginalny utwór nie zachował się do naszych czasów. Dysponujemy jednak znacznie późniejszą, anonimową „Pieśnią o Ludgardowej śmierci” napisaną w języku polskim, z podziałem na role księżnej i chóru, o wyraźnie gnieźnieńskiej proweniencji. Główny bohater pieśni, Ludgarda, przemawia do nas jako osoba już zmarła, żaląc się swojemu oprawcy, iż była mu wierną, a on zamordował ją „w zamku czasu niedzielnego”. Jeśli przeanalizujemy kalendarz roku 1283, zauważymy, iż rzeczywiście najbliższa niedziela między 11 a 13 grudnia przypadała wtedy na 12 grudnia. Być może informacja o śmierci Ludgardy w niedzielę to echa jakiejś lokalnej tradycji, lub, co równie prawdopodobne, zwykły zbieg okoliczności w doborze rymu przez autora. Motywem zabójstwa w anonimowej pieśni jest nie tylko bezpłodność Ludgardy, ale przede wszystkim zdrada księcia i intymne relacje z Ryksą. Prawdą historyczną jest, że książę Przemysł II po śmierci Ludgardy istotnie pojął za żonę szwedzką królewnę, Ryksę. Pieśń przekazuje nam również intrygującą wiadomość – otóż do gnieźnieńskiego grobu przybywały zapewne bezpłodne kobiety, które chcąc zajść w ciążę płytę nagrobną Ludgardy „na szczęście” posypywały prosem. Proso w kulturze od czasów najdawniejszych symbolizowało płodność. Nawet dzisiaj, w kulturze Bliskiego Wschodu popularny jest zwyczaj, iż kobiety chcące mieć dużo dzieci rozsypują proso pod dywanem. Zwyczaj posypywania grobu prosem mocno zaakcentowany w „Pieśni o Ludgardowej śmierci” być może nawiązuje do jakiegoś obrzędu z czasów pogańskich, który zachowała miejscowa tradycja. Nic zatem dziwnego, że bohaterka pieśni, sama będąca gorliwą chrześcijanką, przestrzega: Nie płaczcie Gnieźnianie nad księżniczki losem,/ Nie posypujcie na szczęście grobu prosem (kwestia kultu księżnej w średniowiecznym Gnieźnie winna być w przyszłości należycie zbadana). Intrygująca w pieśni pozostaje także autocenzura poety, nigdzie bowiem nie pada imię księcia, który miałby być domniemanym zabójcą. Czyżby autor bał się nawet pośmiertnych „zaklęć potwornego księcia”?

Anonim

Pieśń o Ludgardowej śmierci

Ludgarda

Byłam ci kwiatem z ogrodu książęcego,
Tyś srogi, odrzucił bicie serca mego;
Dla ciebie z tęsknoty drżało każdej nocy,
A teraz żwawej śmierci czekam pomocy.

Byłam ci rycerzu waleczny ozdobą,
Tyś nieczuły, pogardzałeś całym sobą;
Dla ciebie mój płacz do stóp płynął potokiem,
A teraz uschnę pod żwawej śmierci bokiem.

Byłam ci książę powierniczką boleści,
Tyś zdradliwy, wzrok twój inną teraz pieści;
Dla ciebie moja żałość szukała grobu,
Tyś jeden żwawej śmierci czekał sposobu.

Twoje dłonie plotły moją szyję młodą,
Dla ciebie me konanie było osłodą.
Nie dałam ci dziedzica tronu dzielnego,
Tyś mnie zabił w zamku czasu niedzielnego.

Kazałeś ciało od Gniezna skrycie uwieźć,
A jużci niesie się szybko ta smutna wieść:

Chór

Ludgardę bezdzietną żwawa śmierć całuje,
Już jej miłości książę nie potrzebuje,

Już znalazł Ryksę, królewską nałożnicę,
Gniezno grzebie Ludgardę, piękną branicę.
Już z katedry biją dla niej wszystkie dzwony,
Już do grobu biegnie tłum wzruszony,

Już śpiewają nad nią kantyki nabożne,
Płaczą nad losem księżny panny zamożne.
Nawet rycerz składa przed jej grobem warty,
Książę w gniewie jednak ostaje uparty.

Ludgarda

Nie płaczcie Gnieźnianie nad tą kutą płytą,
Wszak leżę spokojna jak pod skałą litą.
Nie dojdzie mnie tu kara potwornego księcia,
Wszak w świętej ziemi nie działają zaklęcia.

Nie płaczcie Gnieźnianie nad księżniczki losem,
Nie posypujcie na szczęście grobu prosem.
Napisał mi Bóg żywot zabitej żony,
Wszak umarłam dla ratowania korony.

Gdy ujrzycie mego ducha w krwawej szacie,
Nie bójcie się, pomnąc o mym majestacie.
Obronię Gniezno przed niesprawiedliwością,
Wszak leży tu moje serce wraz z czułością.

Nie płaczcie Gnieźnianie, jam blisko Wojciecha,
On natchnął pociechą niejednego człeka.
Wszak na mej głowie lśni jeszcze złota tiara –
Nie zgubna jest miłość, lecz płochliwa wiara.

Równie sugestywna jest mowa Ludgardy w poetyckiej kreacji Franciszka Karpińskiego (1741-1825) napisana osiemnastowieczną polszczyzną. „Dumę Lukierdy, czyli Luidgardy” opublikował Karpiński w 1782 r., szybko zyskała ona sławę w środowisku literackim ówczesnej Polski. Dumą zachwycał się Adam Mickiewicz (1798-1855). Podczas cyklu wykładów w paryskim Collège de France, lekcji XI z dnia 19 kwietnia 1842 r. Mickiewicz wypowiedział osąd, który przeszedł do historii polskiej literatury: Karpiński celuje szczególniej w przedmiotach treści smutnej. Do najpiękniejszych jego utworów należy sławna w literaturze naszej „Duma Ludgardy”, osnowana na podaniu kronikarskim i zabytku piosnki gminnej o nieszczęśliwej tej królowej, zabitej z rozkazu jej męża Przemysława. (...) Niewątpliwie jest to jedna z najpiękniejszych ballad polskich, najprostsza, najnaturalniejsza. Widzimy tu, że Karpiński staje obok, a nawet przewyższa, sławnych poetów krain naddunajskich.

W czasach Karpińskiego uważano, iż Ludgarda pochodziła z serbskiego rodu książęcego. Dzisiaj wiemy, że księżna była córką księcia Meklemburgii, Henryka I Pielgrzyma (ok. 1230-1302) i Anastazji Barnimówny. Życiorys jej ojca mógłby posłużyć za kanwę hollywoodzkiej megaprodukcji – uczestnik krucjaty przeciwko Litwinom ok. 1270 r., rok później odbył pielgrzymkę do Jerozolimy podczas której został przez Saracenów porwany i uwięziony w Kairze, do domu wrócił dopiero w 1298 r.

Jedna z najpiękniejszych ballad polskich, o Ludgardzie, księżnej zmarłej w Gnieźnie, nawet po 233. latach brzmi wspaniale:

Franciszek Karpiński (1741-1825)

Duma Lukierdy, czyli Luidgardy

Powiejcie, wiatry, od wschodu!
Z wami do mojego rodu
Poślę skargę, obciążaną
Miłością moją skrzywdzoną.
Smutna matka w dłoń uderzy;
Nieszczęściu zaraz uwierzy,
Przyśle mi braty obrońce
I łuków syrbskich tysiące.
Powiejcie, wiatry, od wschodu!
Z wami do mojego rodu
Poślę skargę, obciążoną
Miłością moją skrzywdzoną.

Ale stójcie, Syrby mężne!
Hamujcie razy potężne,
Choć mię Przemysław chce zgubić,
Ja go jeszcze wolę lubić.
Ja się tylko żalę na to,
Że moje upływa lato,
Że mię mej młodości zbawił;
On by się może poprawił.
Powiejcie, wiatry, od wschodu!
Z wami do mojego rodu
Poślę skargę, obciążoną
Miłością moją skrzywdzoną.

Szczęśliwsza wiejska dziewico!
Której miłość tajemnicą,
Nie zna jeszcze serca pana;
I ty, co kochasz – kochana.
Ja, króla mężnego żona,
Kochając go, pogardzona.
Gdy mi dojmie rozpacz sroga,
Bluźniąc klnę siebie i Boga.
Powiejcie wiatry, od wschodu!
Z wami do mojego rodu
Poślę skargę, obciążoną
Miłością moją skrzywdzoną.

Czego błyszczysz, złoto marne?
Wszystko w oczach moich czarne:
Ten lud przede mną schylony,
I te Przemysława trony.
Obejrzyj się, mężu twardy!
Jeden uśmiech, a mniej wzgardy
Wróci szczęściu postać własną,
Da wszystkiemu barwę jasną.
Powiejcie, wiatry, od wschodu!
Z wami do mojego rodu
Poślę skargę, obciążoną
Miłością moją skrzywdzoną.

Ale on nieubłagany!...
Pójdę do matki kochanej,
Pójdę choć w jednej koszuli:
Ona mię w smutku utuli.
Przechodząc lasów tajniki,
Może litościwszy dziki
Zwierz mi życia nie uszkodzi,
Na które srogi mąż godzi.
Powiejcie, wiatry, od wschodu!
Z wami do mojego rodu
Poślę skargę, obciążoną
Miłością moją skrzywdzoną.

Gdzież mię ślepa miłość niesie?
Ona mię zbłąka po lesie,
Fałszywe ścieżki poradzi
I tu mię nazad sprowadzi;
Żebym zgon mój nieszczęśliwy
Widziała, jak popędliwy
Uderzy hartowną strzałą
W serce, które go kochało.
Powiejcie, wiatry, od wschodu!
Z wami do mojego rodu
Poślę skargę, obciążoną
Miłością moją skrzywdzoną.

Motyw Ludgardy w literaturze polskiej wrócił w 1816 r., gdy w Warszawie wystawiono w teatrze dramat Ludwika Kropińskiego (1767-1844). Sztukę bardzo dobrze przyjęto, ponoć wzbudziła ona także uznanie u Johanna Wolfganga von Goethego (1749-1832), który przekład otrzymał od pianistki i kompozytorki, Marii Szymanowskiej (1789-1831).

Kropiński, generał brygady armii Księstwa Warszawskiego zaznajomiony ze śmiercią na bitewnych polach, niezwykle wiarygodnie opisał wzruszającą chwilę konania Ludgardy:

Ludwik Kropiński (1767-1844)

Ludgarda, tragedia w pięciu aktach
(fragment)

Ludgarda:
Sama jedna! wśród nocy! wśród trwożącej ciszy!
Nikt mnie drżącej nie wspiera, nikt jęków nie słyszy.
O miejsca! miejsca niegdyś tak mi ulubione,
Na innej patrzeć szczęście odtąd przeznaczone,
Żegnam was raz ostatni! Ach! za każdym krokiem,
Żegnam was sercem wdzięcznem i łez pełnem okiem.
Ty! co mnie chcesz niewinną celem zrobić wzgardy,
Tenżeśto obiecywał koniec dla Ludgardy!
Obyś przynajmniej słyszał ostatnie westchnienie!
Może byś Przemysławie!... może... ale nie, nie -
Ryxa, Ryxa, miłości twojej cel jedyny,
A mnie hańbisz, odrzucasz i karzesz bez winy.
Gdzież się błąkam!... gdzież posąg?... ach ojcze kochany!
Znowu się twojej córki odnowiły rany.
Widzę już, widzę świateł weselnych tysiące,
Widzę ołtarz; ich serca miłością płonące
Już zaprzysięgły. Ryxa! widzę ją i czuję,
Z jak miłem drzeniem miejsce Ludgardy zajmuje!
I jak on upojony miłością wzajemną...
Nocy! zakryj ten obraz na wieki przede mną.

Nieco stereotypowo legendę o Ludgardzie, starając się raczej odwzorować kronikarski styl, przekazał poeta, wolnomularz i ksiądz, od 1851 r. wykładowca j. polskiego na Uniwersytecie Wrocławskim, Wincenty Kraiński (1786-1882). W jego monumentalnej pracy „Dzieje narodu polskiego”, wątek Ludgardy zajmuje ledwie 8 wersów:

Wincenty Kraiński (1786-1882)

Dzieje narodu polskiego...
(fragment)

[...]
Przemysław się ożenił z Ludgardą cnotliwą,
Córką księcia Serbii; lecz swą ręką mściwą
Zamknął ją, zamordował, że mu się sprzykrzyła,
Chociaż zawsze cnotliwą i niewinną była.
Za tę zbrodnię od Boga wnet odebrał karę,
Bo przeszedł w tem morderstwie wszelkiej pastwy miarę.
Córkę króla Szwedzkiego Ryksę wziął za żonę,
Lecz krócej od Ludgardy posiadał i onę.
[...]

W I. połowie XIX wieku ukazał się także dramat pt. „Ludgarda”Adama Gorczyńskiego (1805-1876), pisarza oraz gruntownie wykształconego malarza na krakowskiej uczelni sztuk pięknych. Do legendy o Ludgardzie Gorczyński dodał własny, ciekawy wątek fabularny – książę Przemysł II miał na pewien czas odesłać Ludgardę do swojej chorej matki, aby podczas nieobecności księżnej przyjąć w Gnieźnie królewnę Ryksę, która odbywała pielgrzymkę do grobu świętego Wojciecha. Zatem według dramaturga, seksualne pożądanie Przemysła II do Ryksy zaczęło się już w Gnieźnie:

Adam Gorczyński (1805-1876)

Ludgarda
(fragment)

Radwan:
Słuchaj! wysnuję ci nieszczęścia wątek;
Raczejto przyszłej niedoli początek.
Nie stoim jeszcze na ostatnim kresie,
Bo zgadnąć trudno gdzie błądzący dąży,
Czy Bóg na prawą drogę go poniesie,
Czy w głębszą zbrodni otchłanię pogrąży.
Czyjżto oko jawnie nie widziało,
Jak książę dręczył cnotliwą Ludgardę?
Miłości dla niej i serca miał mało,
Mową, postępki okazywał wzgardę.
Jako niepłodną, karcił i plugawił,
Piękne jej życie wyrzutami krwawił.
Z męską odwagą, jej umysł niewieści
Znosił te bóle, co żywot trawiły;
A do wytrwania w tej ciężkiej boleści,
W modłach szukała pociechy i siły.
Gdy przyszły listy od matki Ludgardy
Że ją choroba uciążliwa łamie;
Książę, aż dotąd tak zimny i twardy,
Niezwykły smutek, przywiązanie kłamie,
(Bowiem złe kłamstwo zawsze człeku służy);
I sam Ludgardę skłania do podróży.
Odjeżdża pani, siódmy miesiąc temu,
Biorąc dwór mały, ciebie w swoim dworze.
Już wtenczas rozum szeptał sercu memu
Że księżna z domu w złej wyjeżdża porze;
Iskrę przeczucia serce gdy poczuje,
Wkrótce się widmo niedoli wykluje.
Zdarza się on w czas, że szwedzka królewna
Waldmara córa a Mestwina krewna,
Dziewa urodna, Ryxa jej na imię,
Do Boga śluby świątobliwe czyni.
Przybywa, w szaty ubrana pielgrzymie,
Do miasta Gniezna, gdzie w grobach świątyni
Spoczywa ciało Wojciecha świętego;
Ciało nie jednym już słynące cudem.
Wieść się rozniosła szybko między ludem;
Ciekawe tłumy w miasto Gniezno biegną.
Posłyszał książę o królewnej krasie,
Bo śliczność Ryxy lud rozniósł szeroko,
I jedzie książę, i nieczyste oko
Wdziękiem jagody zakazanej pasie.

Należy piękną, średniowieczną legendę o księżnej Ludgardzie popularyzować, a w miejscu jej wiecznego spoczynku, katedrze gnieźnieńskiej, odsłonić nową płytę nagrobną nawiązującą do sztuki gotyckiej. Warto również pomyśleć o ulicy lub skwerze imienia księżnej Ludgardy w Gnieźnie, przecież to o niej przez długie lata śpiewali rycerze Środkowej Europy, aż w końcu opowieść o Ludgardzie przeniknęła do kultury popularnej i nawet w XV wieku cieszyła się niemałym powodzeniem w repertuarze wędrownych trup teatralnych. Rzeźba Ludgardy między młyńskimi kamieniami nawiązująca do średniowiecznej legendy mogłaby również pozytywnie animować turystykę Gniezna i w znaczący sposób wzbogacać atrakcyjność „Szlaku Piastowskiego”.

Dawid Jung