Prof. Janusz Karwat o historii kółek rolniczych
Dodane przez admin dnia Październik 29 2015 19:45:00
Podczas czwartkowego wykładu w ramach Gnieźnieńskich Konwersatoriów Historycznych do Gniezna przyjechał tym razem profesor Janusz Karwat z Uniwersytetu im Adama Mickiewicza. Naukowiec podczas spotkania zorganizowanego w Instytucie Kultury Europejskiej, przybliżając postać Maksymiliana Jackowskiego opowiadał o rodzących się około 150 lat temu kółkach rolniczych na ziemiach wielkopolskich. Prelekcji przysłuchiwało się kilkadziesiąt osób, na których twarzach rysowało się widoczne zainteresowanie tą tematyką.
Treść rozszerzona
Profesor Karwat przypomniał, że spotkanie to odbywa się z okazji 200 rocznicy urodzin Maksymiliana Jackowskiego, którego dziś nazywamy obrońcą interesów ekonomicznych Polski w zaborze pruskim. - To wszystko zaczęło się 150 lat temu, kiedy Jackowski został patronem kółek włościańskich, bo wtedy jeszcze nie mówiono o rolnikach, tylko o chłopach, gospodarzach czy włościanach. On patronował tym kółkom aż 27 lat, uczył nowoczesnego gospodarowania i zarządzania, przeprowadzał w ten sposób polską wieś w stronę nowoczesności. Zbliżył rolnictwo do standardów zachodnio-europejskich. Jak to robił? Robił to m.in. edukując chłopów, propagując nowe urządzenia maszyny. Wtedy pojawiły się na polskiej wsi pługi, żniwiarki, kosiarki. Popularyzował nawozy, drenowanie, melioracje i ta jego praca przyniosła efekty. Gdy zaczynał było tylko 5 kółek, a gdy po 27 latach kończył swoje patronowanie było ich już 260. Jeździł systematycznie po całej Wielkopolsce, udzielał lekcji, doradzał. Gdy umierał 110 lat temu w jednym z nekrologów napisano o nim: kochał gorąco, myślał trzeźwo, a pracował z wytrwałością żelazną – opowiada profesor Karwat.

Co Maksymilian Jackowski miał wspólnego z Gnieznem oprócz tego, że zakładał tu przede wszystkim kółka rolnicze? - Bardzo często bywał w Modliszewku, w samym Gnieźnie uczestniczył co roku w zebraniach powiatowych, był tu więziony podczas powstania styczniowego, gdzie zresztą zachowały się doskonałe opowieści jak organizowano ucieczkę, działał także prezesując towarzystwu rolniczemu średzkiemu – wyliczał skrupulatnie prof. Janusz Karwat. - Jego postać była bardzo charakterystyczna, chociażby z wyglądu, chodził w takiej szlacheckiej sukmanie, jak widać na archiwalnych fotografiach, zazwyczaj widzimy go w czapce z rogatywką i sumiastym wąsem, a wtedy w taki sposób nikt się już nie ubierał. Wyglądał tak, jakby był cofnięty o jedną epokę wstecz, tak był ubrany. Myślał natomiast tak, jakby już żył w następnej epoce, był mocno zwrócony ku przyszłości, choć jednocześnie potrafił myśleć w wymiarze codziennym, na tym polegał ten jego fenomen – usłyszeliśmy w dalszej części wykładu.

Zapytaliśmy profesora Karwata, w jaki sposób Maksymilian Jackowski bronił ekonomicznych interesów Polski podczas zaboru pruskiego i czy nie spotykały do represje ze strony władz. - Jackowski łączy w sobie dwie postawy. On tak samo jak wielu innych wybitnych Wielkopolan w tamtym czasie był w pewnym sensie romantykiem, bo w takim duchu został wychowany, że zdobywamy niepodległość poprzez rewolucje i powstania. Gdy wybuchło powstanie styczniowe podążył z pomocą, a jego syn Mieczysław zginął pod Ignacewem, 8 maja 1864 roku. Ale z drugiej strony był organicznikiem i pozytywistą, mimo tej swojej działalności. W wymiarze codziennym tak naprawdę polityką się nie zajmował, bo chronił kółka rolnicze i nie chciał ich obciążać jakąś złą opinią. Chyba wiedział, że Prusacy tylko szukali pretekstu i on tego konsekwentnie pilnował. Jackowski te swoje kółka rolnicze rozwijał działając w myśl prawa niemieckiego, które wtedy obowiązywało na ziemiach wielkopolskich – stwierdził na koniec prof. Janusz Karwat.

Wykładowi przysłuchiwała się także Daromiła Tomawska, prezes Salonu Artystycznego im. Jackowskich w Pobiedziskach, który w tym roku świętuje 20-lecie swojego istnienia. - Jeśli chodzi o represje wobec Maksymiliana Jackowskiego, to rzeczywiście nastąpiły one, ale dopiero pośmiertnie. Podczas pogrzebu wielu przedsiębiorców niosło biało-czerwone sztandary, za co musieli potem zapłacić taki nazwijmy to podatkiem, który był jednoznaczny z karą za zorganizowanie takiej manifestacji narodowej – dopowiedziała D. Tomawska, chcąc do końca wyczerpać podniesiony przez nas temat.

Maksymilian Jackowski żył w latach 1815-1905, jest pochowany na cmentarzu we Wronczynie pod Pobiedziskami, w samej Wielkopolsce mamy kilkaset ulic nazwanych jego imieniem, w Słupcy jest nawet szkoła, której jest patronem, istnieje także wiele ogródków działkowych jego imienia.

Wojciech Orłowski