Ciuchcią po Pałukach
Dodane przez admin dnia Październik 28 2015 10:00:00
„Wsiąść do pociągu byle jakiego…” śpiewała Maryla Rodowicz w swoim „Remedium”, lecz my proponujemy do nie byle jakiego, bo do ciuchci żnińskiej, a ściślej mówiąc do Żnińskiej Kolejki Wąskotorowej. Dokąd was zawiedzie i co będziecie mogli zwiedzić na trasie? O tym właśnie dzisiaj – zapraszamy.
Treść rozszerzona
Naszą podróż zaczynamy w Żninie na terenie przy budynku Żnińskiej Kolei Powiatowej, skąd odjeżdżają wszystkie ciuchcie w kierunku Wenecji po drodze podziwiając zapierające dech w piersiach krajobrazy Pałuk i okoliczną przyrodę. Dlatego warto zaopatrzyć się w aparat fotograficzny lub kamerę, czy nawet lornetkę.

Tam gdzie licho nie śpi – Wenecja
Docieramy do stacji Wenecja i choć nie mowa o włoskiej Wenecji, to warto zatrzymać się tutaj i wysiąść, aby zwiedzić Muzeum Kolei Wąskotorowej. W ów muzeum znajdziemy dość bogaty zbiór eksponatów związanych z dawnym transportem kolejowym. Mowa przede wszystkim o lokomotywach, ale warto zwrócić uwagę również na stylową poczekalnie z końca XIX w. Ponadto do zwiedzania udostępnione są wagony zarówno osobowe jak i towarowe, w których również znajdziemy szereg ciekawych eksponatów związanych z kolejnictwem.

Do powstania muzeum przyczynił się Leon Lichociński, wieloletni pracownik Żnińskiej Kolei Powiatowej, a następnie przewodnik po wspomnianym muzeum i przede wszystkim pasjonata kolejnictwa. W muzeum cyklicznie odbywa się Wenecka Noc z Parowozami, na którą serdecznie zapraszam, ponieważ klimat jaki towarzyszy nocnemu zwiedzaniu da się opisać tylko jednym słowem – magia!

Tuż obok Muzeum Kolei Wąskotorowej znajdują się ruiny zamku Diabła Weneckiego. Zrobiło się groźnie, prawda? Na szczęście to tylko legenda, ale jak powszechnie wiadomo w każdej legendzie jest trochę zgodności z rzeczywistością.

Niektórzy twierdzą, że do dnia dzisiejszego na zamku kusi Krwawy Diabeł Wenecki, a przydomek ten należy do kasztelana Mikołaja Nałęcza – pierwszego właściciela zamku. To on wzniósł go w XIV w., a obecnie strzeże swych skarbów zbroczonych krwią pomordowanych kmieci. Natomiast w 1420 r zamek nabył niejaki Mikołaj Trąba, który przeznaczył twierdzę na więzienie dla księży.

Będąc w Wenecji warto też zwrócić uwagę na kościół pw. Narodzenia Marii Panny, który został konsekrowany w 1895 roku, a zbudowano go na miejscu poprzedniego drewnianego z 1392-1395 roku. Przy kościele znajduje się cmentarz, na którym został pochowany Walenty Szwajcer – odkrywca Biskupina, kolejnego punktu naszej wycieczki.

Polskie Pompeje – Biskupin
Ostatni rzut oka na malowniczo położoną Wenecję pomiędzy trzema jeziorami (ponownie zrobiło się włosko): Biskupińskim, Weneckim i Skrzynka, bo czas ruszać dalej w naszą podróż żnińską kolejką. Kolejny przystanek – Biskupin. I tu zbyt wiele mówić nie trzeba.

Osada biskupińska to chyba jeden z najcenniejszych zabytków Powiatu Żnińskiego i województwa kujawsko-pomorskiego, a nawet Polski. To także jedno z najcenniejszych źródeł wiedzy na temat kultury łużyckiej z wczesnej epoki żelaza. W związku z powyższym jeśli ktoś od zawsze marzył o podróży w czasie, a w szczególności podróży do przeszłości to Biskupin jest strzałem w dziesiątkę! Warto zaznaczyć, że w ostatnim czasie Muzeum Archeologiczne w Biskupinie otrzymało Certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej „Najlepszy Produkt Turystyczny 2015 roku”.

Tam gdzie niebo spotyka się z ziemią - Gąsawa
Wiele osób kończy podróż ciuchcią właśnie w Biskupinie, co uważam za ogromny błąd, bo kilka kilometrów dalej znajduje się kolejna stacja – Gąsawa. Jest to niewielka miejscowość, w centrum której znajduję się skarb wśród zabytków architektury sakralnej na skalę europejską. Mowa o modrzewiowym kościele pw. św. Mikołaja z XVII w. pokrytym łupkiem.

W latach 1998-1999 podczas remontu kościoła odkryto w nim unikatowy gotycki układ belek szkieletu (z późniejszymi wtrętami), bogatą więźbę dachową i to co przykuwa największą uwagę, a mianowicie cenne przykryte tynkowaną trzciną i zapomniane na 150 lat malowidła na stropach i ścianach. Dzięki tym iluzjonistycznym malunkom wchodząc do świątyni ma się wrażenie bezpośredniego kontaktu z boską opatrznością. Czy można chcieć czegoś więcej?I to niestety koniec naszej wyprawy trasą żnińskiej kolejki wąskotorowej. Czas wracać do Żnina i do naszych domów. Jednak mam coś na pocieszenie: moc niezapomnianych wrażeń i wspomnień! Na pewno tu wrócicie, nie raz!

Joanna Kaźmierczak