Wulkaniczna Islandia i herbaciany Nepal na zakończenie „Powsinogi”!
Dodane przez admin dnia Sierpień 10 2015 08:00:00
W Centrum Kultury Szuflada odbyło się wczoraj ostatnie spotkanie z podróżnikami w ramach trwającego przez trzy dni podRóżnego Festiwalu „Powsinoga”. W ostatniej odsłonie Festiwalu znalazły się: „Islandia - kraj tysiąca krajobrazów” w relacji Anny Wrzos oraz „Nepal - herbaciany kalejdoskop” w opowieści Agaty Ożarowskiej – Nowickiej. Była też degustacja herbat prosto z nepalskich plantacji.
Treść rozszerzona
Na początek – Islandia z Anną Wrzos – podróżniczką, z wykształcenia geografem, etnologiem, urbanistą. Pochodzi ona z Grudziądza, ale od wielu lat mieszka w Poznaniu. Sama o sobie mówi: – Gdy tylko mogę uciekam odkrywać nowe miejsca. Często całkiem blisko, bo gdzieś w Polskę. Czasem gdzieś dalej, w miejsca odmienne przyrodniczo i kulturowo. Fotorelację jaką przedstawiła na łamach festiwalu „Powsinoga”, zrealizowana została podczas dwutygodniowego pobytu w Islandii. Tytuł prezentacji w stu procentach zgadzał się z przedstawioną fotografią. Z pewnością A. Wrzos należy do grona podróżników, którzy sumiennie planują trasę swojej podróży i kontrolują czas, potrafią zagospodarować każdą chwilę, by zobaczyć jak najwięcej.

Islandia – kraj wodospadów i wulkanów
- Jestem miłośniczką widoków - mówi o sobie i to widać było przy prezentowanych zdjęciach. Szczególne wrażenie robiły monumentalne wodospady, zarówno te największe, jak i drobne spływające spokojnie po zboczu wysokich gór. - Islandia to kraj wulkanów i wodospadów. Tych ostatnich jest kilka tysięcy. Chociaż nie należą do największych na świecie, to ich urokliwe położenie jest cenniejsze niż rozmiary – twierdzi z przekonaniem Anna. - Gulfoss – zwany też Złotym Wodospadem to jedna z największych islandzkich atrakcji – dodaje. Wiemy, że wybuchające wulkany w Islandii nie są rzadkim widokiem. Okazuje się, że nasza prelegentka w sposób wyjątkowy je polubiła. – Widok zastygłego wulkanu robi niesamowite wrażenie. Udało nam się zobaczyć pokryte lawą tereny zarówno te stare sprzed 200 lat, porośnięte już mchem, jak i stosunkowo młodsze – sprzed 30 lat, najwięcej jednak turystów przyciągają lawy z najbliższej przeszłości – taki, które mają zaledwie kilka lub nawet nie cały rok – mówi z fascynacją Anna. I jak się okazuje Islandczycy doskonale wiedzą o takich walorach swojej przyrody i żeby zwiększyć procent odwiedzających turystów potrafią tak zorganizować, by można było zobaczyć tereny pokryte lawą po wybuchu wulkanu sprzed paru miesięcy.

Islandia – lodowce
To najbardziej lodowe państwo Europy gorąco serwujące bulgocące błota i siarkowe źródła. - Lodowce to jedna z lepszych atrakcji Islandii. Najfajniejsze z lodowca były szczeliny, przez które podziwiać można błękitny lód. Oczywiście trzeba uważać, gdzie się staje. Miejsca w pobliżu szczelin, gdzie nie należy wchodzić, znaczy się krzyżykami – podpowiada podróżniczka.

Anna pokazała jeszcze mnóstwo miejsc, które warto zobaczyć w Islandii, m.in. czarną plażę, bulgocące kotły błotne, wybuchające gejzery, źródła z ciepłą wodą. Jednym słowem Islandię charakteryzuje przede wszystkim bogactwo ciekawostek przyrodniczych. To nie kraj dla miłośników wysokiej temperatury i piaszczystych plaż, to kraj dla zwolenników aktywnej turystyki, idealny na piesze wycieczki.

Po islandzkich widokach przyszedł czas na egzotyczną kulturę Nepalu z Agatą Ożerowską–Nowicką. Jeżeli w pierwszej części przeważały monumentalne krajobrazy, to w tej części można było się zrelaksować wypić orzeźwiającą herbatę pochodzącą z nepalskich plantacji i usłyszeć najpiękniejszą opowieść o herbacie prosto z nepalskich gór.

Dlaczego plantacje herbaty?
- Zawsze byłam smakoszem herbaty. Jeszcze z czasów liceum zbierałam różne jej rodzaje. Nadarzyła się okazja na wyjazd do Nepalu postanowiłam, korzystając z okoliczności, zobaczyć jak wygląda prawdziwa uprawa tejże rośliny. Jeszcze przed podróżom skontaktowałam się z plantatorem – Andrew, który zgodził się nas gościć i oprowadzać po swoim herbacianym raju – opowiada Agata.

Gościnność i skromność
Już na samym wstępie podróżniczka określiła swoje nastawienie do podróży. W odróżnieniu od poprzedniej mówczyni, że jest miłośniczką poznawania kultury, poprzez bliski kontakt z jej przedstawicielami. Dlatego też, gdy Andrew zaproponował Agacie i jej mężowi nocleg w swojej skromnej hacjendzie, od razu się zgodzili. – Zostaliśmy przywitani z ogromną radości i szarfami. Są one oznaką gościnności. Przygotowano dla nas bogatą ucztę obiadową z tradycyjnymi potrawami – opowiada. – Ludzie tam żyją w skromnych warunkach. Jeżeli już w którymś domu jest najzwyklejsza toaleta, to świadczy o ponadprzeciętnych warunkach finansowych jego mieszkańców. Andrew należy do grona zamożnych Nepalczyków, ale mimo to nie posiada pałaców z basenami, żyje w niedużym, skromnie i tradycyjnie urządzonym domu. Najbardziej zadziwiło mnie połączenie elementów wiary małżonków. Andrew jest katolikiem, a jego żona buddystą. W jednym pokoju znajdował się krzyż z Jezusem, a w innym ołtarzyk z Buddą – dodaje.

Nepal – herbaciany raj
- No i znalazłam swój herbaciany raj - oazę spokoju, pomyślałam jak tylko zobaczyłam, rozprzestrzeniające się pod cudownym niebem, plantacje herbaty – wzdycha Agata. Dalsza cześć relacji podparta pięknymi fotografiami, głównie z plantacji i ludzi tam pracujących, była o zbiorach i procesie uprawy herbaty. - Przebieg zbiorów odbywa się głównie z udziałem kobiet, mężczyźnie tylko kontrolują czy wszystko jest odpowiednio zebrane. Noszą one wielkie kosze przepasane chustą na czole, by mieć wolne ręce. Nepalczycy generalnie wszystkie torby noszą w ten sposób, nawet dzieci chodzące do szkoły – mówi.

Podróżniczka opowiadała z ogromną passą o każdym kolejnym kroku w procesie produkcji. Można było się dowiedzieć wiele ciekawych rzeczy. Przede wszystkim to, co przyznaje, że mnie zaskoczyło, że każda herbata – czarna, czerwona, zielona, czy też białą pochodzi z tej samej rośliny. Jedynie dzięki procesowi przetwarzania i różnicy czasu fermentacji wyodrębnia się różne jej rodzaje. Biała herbata jest najdroższa na rynku, do jej produkcji zbiera się odpowiednio młode liście z rośliny. Czarna herbata jest najdłużej poddawana procesowi fermentacji. – Herbata ekspresowa, jaką najczęściej spożywamy jest to nic innego jak opiłki - odpady powstałe podczas produkcji. Nie polecam! – twierdzi Agata. Na pola herbaciane nie wjeżdżają żadne maszyny, zbiory, które odbywają się 4 razy w roku są prowadzone ręcznie. Dopiero w dalszym etapie przetwarzania można użyć maszyny np. przy zgniataniu i przesiewu liści, ale jak twierdzi Agata, ręcznie przetwarzane herbaty są najdroższe na świecie. – Byłam obecna przy każdym procesie produkcji , największe, wręcz teatralne wrażenie robi proces przesiewu – mówi.

W trakcie relacji, gościom częstowano różnymi rodzajami herbaty, które mają zupełnie inny smak i zapach niż te dostępne dla nas w sklepach. Ten smak i aromat uświadomił nas – tam obecnych, wartość kultu wokół uprawy i przetworu herbaty.

Sona Ishkhanyan

Na ten temat:
Podróż przez Kamerun, Tadżykistan i Kirgistan
„Pieszo dookoła Polski” z Ryszardem Olchowikiem
Lodowata Alaska na upalny letni wieczór! Festiwal Powsinoga zainaugurowany!