Podróż przez Kamerun, Tadżykistan i Kirgistan
Dodane przez admin dnia Sierpień 09 2015 10:00:00
Powsinogowa podróż z Polski zatoczyła koło przez egzotyczną Afrykę docierając do Tadzikistanu i Afganistanu, a zakończyła się w Kirgistanie. Taką trasę wycieczkową zapewniali podróżnicy zaproszeni do Gniezna w ramach podRóżnego Festiwalu „Powsinoga”. Wspomniana egzotyka, ekstremalne warunki, piękne krajobrazy, ciekawe tradycje, a niekiedy przerażająca prawda – całość udokumentowana fotografiami i opowiadana przez naocznych świadków. Tego wszystkiego mogli doświadczyć gnieźnianie, którzy zdecydowali się przyjść w sobotę do Centrum Kultury Szuflada.
Treść rozszerzona
Opowieści z Kamerunu
O swojej misji w Kamerunie opowiadali Sylwia Korczak i Krzysztof Gniazdowski. Pojechali oni do tego kraju jako wolontariusze z Polski - Sylwia jako nauczyciel, a Krzysztof jako dentysta. Ich niezwykłe opowieści i przygotowana w tym celu prezentacja przeniosły widza w świat oryginalnej i zagadkowej Afryki, pokazując cały jej koloryt. Kamerun to kraj znajdujący się na wschodzie Afryki. – Można powiedzieć, że Kamerun to jak Afryka w pigułce. Znajdziemy tu odzwierciedlenie wszystkich stref klimatycznych z całej Afryki – są tereny pustynne, gęste i hałaśliwe dżungle, puszcze i sawanny – mówią Sylwia i Krzysztof.

Przez cały swój pobyt starali się być jak najbliżej lokalnej ludności. Poznać ich tradycje i zwyczaje. - Poprzez taki kontakt można się dowiedzieć najwięcej o Afryce – mówi Krzysztof.

O żółtym baloniku
Dzieci na całym świecie, są takie same – chcą się bawić, śmiać i beztrosko biegać. - W Afryce dzieciom nie kupuje się zabawek i nie poświęca się tyle uwagi, a beztroskie dzieciństwo jest pojęciem względnym. Dzieci bardzo często pozostawiane są bez opieki, bawią się czymkolwiek, sami robią sobie zabawki np. z liści bambusowych lub drewna. Dla przeciętnego europejskiego dziecka nie robi wrażenie zwykły balonik, ale jak ogromne było nasze zdziwienie, kiedy pokazaliśmy dzieciom z Afryki, w ramach prowadzenia interakcyjnych zajęć w szkole, ten sam przedmiot. Zwykły balonik wzbudził taką ekscytacje, że nie sposób było kontynuować lekcję. Cała klasa, która liczyła ponad 50 osób rzuciła się na jeden balonik najczęściej powodując pęknięcie i tym samy ogromne frustracje wśród dzieci – opowiada Sylwia. – W Afryce nie obowiązuje taki model rodziny jak u nas. Tam mężczyzna ma dzieci z różnymi kobietami i przechwala się ilością, jaką udało mu się spłodzić. Pytali mi się bardzo często czy mam żonę, czy mam dzieci? A potem machnięciem ręki opowiadali o swoich zdobyczach – 20 dzieci, 10 kobiet itp. Na to ja pytałem, czy potrafią wymienić imiona. Tu już było gorzej – śmieje się Krzysztof.

O uśmiechniętym księżycu
W tej części można było usłyszeć mnóstwo opowieści o praktykowanych obyczajach i tradycjach. – Wiemy, że w różnych zakątkach świata księżyc objawia się w różnych postaciach. Ten sam łuk widać w odrębnych położeniach. W Afryce księżyc na niebie uwidacznia się niczym uśmiech na niebie – mówi Sylwia. A mianowicie chodziło o metaforyczne ujęcie odrębności kultur i zwyczajów.

- W kulturze afrykańskiej pogrzeby obchodzi się huczniej niż wesela. Towarzyszą temu wydarzeniu uczta, gry na bębnach i tańce, a zmarłego ostatecznie chowa się przed rodzinnym domem. Nawet jeśli dawno się wyprowadził do miasta, to obowiązuje zasada, by jego zwłoki spoczywały w rodzinnej wiosce. Załamujące jest to, że w momencie choroby rodzina nie ma pieniędzy i możliwości leczenia, ale podczas pogrzebu potrafiła się zapożyczyć, by godnie pożegnać zmarłego – opowiada Krzysztof.

Jednym z najbardziej frustrujących rzeczy jakim można było usłyszeć w tej części był zwyczaj karmienia dzieci na samym końcu, kiedy już cała starszyzna z wioski była najedzona. Mali członkowie społeczeństwa nie dostają mięsa, bo w pierwszej kolejności jedzą mężczyźni potem kobiety, a na samym końcu karmi się resztkami dzieci. W znanym nam świecie potrzeby naszych pociech są na pierwszym miejscu i zazwyczaj kosztem naszych.

Było też wiele innych ciekawych opowieści oddających charakter kolorytu afrykańskiego – taniec, śpiew, kuchnia itp. – Najbardziej smakowało mnie mięso z węża - mówi żartobliwie Krzysztof.

Rowerami przez środkową Azję
Następnie z dalekiej Afryki przenieśliśmy się do środkowej Azji. O podróży rowerami przez Tadżykistan, Afganistan i Kirgistan opowiadali Kamil Kaczyński oraz Mikołaj Mizzera.

W tej części można było zobaczyć piękne krajobrazy, niebezpieczne góry i wąwozy, otwarte i rozprzestrzeniające się pod horyzontem tereny. Jednym słowem wyprawa odważna, ekstremalna i niezwykle interesująca. Kamil i Mikołaj przymierzali m.in. przez pasy górskie Moldo-Ashu Pass, Kegeti Ashuusu, Kalmak Ashu. Fotorelacja jaką przedstawili w pełni wyjaśniała przyczynę podjęcia takiego kierunku wyprawy.

Było też wiele relacji z tradycyjnej kuchni, obyczajów, wierzeń i życia codziennego z tamtego regonu. – Jeżeli chodzi o kuchnię, to dużo się je baraniny i koniny, a tradycyjnym daniem kirgiskim jest Beszbarmak – pięć palców. Jego nazwa wzięła się od sposobu spożywania dania – mówi Kamil. – Natomiast ich narodowy sport wzbudzał we mnie wręcz rozgoryczenie. Polegał na rzuceniu bezgłowego barana na środek boiska, o którego walczyły dwie drużyny na koniach. Ta drużyna, która zdobywała barana i dostarczała na miejsce do tego przeznaczone – wygrywała – dodaje.

- Już po wyjściu z lotniska w Tadżykistanie rzuca się w oczy bezprzepisowy, wręcz niekontrolowany ruch drogowy. Tam każdy jeździ jak chce, trąbi kiedy chce, a pijani kierowcy są na porządku dziennym. Trochę dalej od miasta ulicami maszeruje bydło, a kierowca musi manewrować miedzy nimi, bo trąbie nic nie daje – opowiada Mikołaj.

Jeżeli chodzi o gościnność ludzi to wrażenia były odmienne. Mikołaj raczej mówił o serdecznej gościnności Tadżyków, natomiast Kamil określił Kirgizów jako neutralnie nastawionych, ale nieufnych w stosunku do gości z Zachodu.

Obaj w swoich opowieściach nie tylko posłużyli się zdjęciami, ale również zaprezentowali szeroką gamę przedmiotów tradycyjnych przywiezionych z tamtego regionu. Wśród nich znalazły się m.in. kolpak – tradycyjna czapka kirgiska, pakol – tradycyjna czapka afgańska, krut – przysmak z zsiadłego, kwaśnego i wysuszonego mleka owczego, dywan z Kirgistanu itp.

Na koniec pozostaje cytować znane powiedzenie „co kraj, to obyczaj”. Relacje naszych podróżników potwierdzają te słowa. Pamiętajmy, że każda kultura jest inna, a dla odważnych i chętnych, by ją poznać należą się pochwały. Czasem warto wyjść poza granice europejskiego świata, otworzyć się na egzotykę i odmienność i to nie tylko poprzez wyjazd do luksusowych kurortów, ale poprzez kontakt ze zwykłymi ludźmi.

Sona Ishkhanyan

Na ten temat:
„Pieszo dookoła Polski” z Ryszardem Olchowikiem
Lodowata Alaska na upalny letni wieczór! Festiwal Powsinoga zainaugurowany!