„Dla nas nie ma rzeczy niemożliwych”
Dodane przez admin dnia Lipiec 23 2015 09:00:00
Wczoraj informowaliśmy o niezwykłej wyprawie Marcina Kaczora wzdłuż polskiego wybrzeża, ze Świnoujścia do Krynicy Morskiej. W trzy dni przejechał rowerem 512 kilometrów! Dzisiaj zaś krótka rozmowa z Marcinem na temat tej jego wyprawy, trudności które w jej trakcie przeżywał oraz o jego kolejnych niecodziennych przedsięwzięciach.
Treść rozszerzona
- Skąd pomysł na taką wyprawę rowerem wzdłuż polskiego Wybrzeża?
- Rower to jedna z wielu moich pasji, a pomysł na tę wyprawę zrodził się nie dawno. Przeglądając stronę o tematyce rowerowej natknąłem się na info o trasie rowerowej Eurovelo R-10. Jest to europejska trasa rowerowa wokół Morza Bałtyckiego. Ogólnie trasa liczy ponad 8 tys. km, z czego ponad 500 km przebiega przez Polskę. Przeczytałem też, ze jest to bardzo ciekawa i malownicza trasa. Oczywiście zdarzyło mi się zjechać kilka razy z trasy, żeby zobaczyć coś ciekawego, pozwiedzać. Nie zawsze była to dobra decyzja, za Łazami wpakowałem się w takie piachy, że musiałem iść plażą, bo nie dało się jechać. Dużo ludzi pyta, dlaczego samemu podróżuję, odpowiadam im wtedy, że „samotność to domena silnych, słabi trzymają się w grupach”.

- Co podczas tej wyprawy było dla Ciebie najtrudniejsze?
- Najtrudniejszy był dystans. Moje założenie było żeby pokonać tę trasę w 3 dni. Po pierwszym dniu, dość lightowym 130 km, dwa następne były bardzo ciężkie 180 i 200 km. Było też kilka bardzo ciężkich odcinków, gdzie musiałem prowadzić rower, był piach, błoto, owady, temperatura. To wszystko dawało w kość.

- Czy zdarzyła Ci się jakaś niebezpieczna lub śmieszna sytuacja w czasie pokonywania tej trasy?
- Po drodze mijałem wielu rowerzystów, którzy mnie pozdrawiali. Krótka pogawędka i każdy jechał swoim tempem. Zatrzymując się przed sklepem ludzie mnie zaczepiali dokąd jadę. Z pewnym Anglikiem jadącym na Litwę mijaliśmy się kilka razy, za każdym zamieniliśmy kilka słów i jechaliśmy w swoją stronę. Nie przydarzyło mi się nic niebezpiecznego. Noc spędzałem na strzeżonych polach namiotowych, wiec nie było obawy że ktoś mnie okradnie. Niebezpieczna była trasa do Karwi, jechałem jakąś bardzo ruchliwą drogą, samochody wyprzedzały się jak oszalałe, nie miałem gdzie uciekać, tak wąska droga była. Było to bardzo uciążliwe, musiałem mieć oczy dookoła głowy, żeby w razie czego uciec na pobocze.

- Biegasz na 110 km, pojechałeś nad polskie morze, pokonałeś polskie Wybrzeże. Jakie kolejne takie ekstremalne - dla zwykłego śmiertelnika - wyprawy planujesz?
- Kolejna moja wyprawa już na początku sierpnia. Wybieramy się ze szwagrem nad morze, nie mamy jeszcze sprecyzowanego celu, ale to jeszcze ustalimy. Chciałbym jeszcze w tym roku pojechać na południe Polski. Pojeździć po szlakach górskich. Już myśle o wyjazdach zagranicznych: Praga, Berlin, Paryż... W przyszłym roku z chłopakami z No Excuses Team (których pozdrawiam serdecznie) chcielibyśmy pobiec na Hel, to jest jakieś 320 km. Musimy to jakoś logistycznie opracować, ale dla nas nie ma rzeczy niemożliwych. No i oczywiście zawody m.in. Poznań Marathon, Ultra Calisia, Bieg Lechitów oraz kilka krótszych biegów. Jak widać terminarz napięty. Oby tylko zdrowie dopisało.

Rozmawiał: Karol Soberski

Na ten temat:
Wybrzeże w 3 dni... rowerem!