Wybrzeże w 3 dni... rowerem!
Dodane przez admin dnia Lipiec 22 2015 10:00:00
Marcin Kaczor, mieszkaniec gminy Kłecko, prezes tamtejszej Ochotniczej Straży Pożarnej to człowiek ze stali. Człowiek mający niezwykłe pasje. Uczestniczy m.in. w biegach na 110 kilometrów, potrafi rowerem pojechać 270 kilometrów nad polskie morze. Ciągle szuka nowych wyzwań i realizuje je. Kilka dni temu osiągnął kolejny swój cel – pokonał rowerem polskie Wybrzeże ze Świnoujścia do Krynicy Morskiej. 512 kilometrów w trzy dni! I jak zapowiada, to jeszcze nie koniec...
Treść rozszerzona
- Moja przygoda zaczęła się w Świnoujściu, gdzie dojechałem pociągiem z Poznania dzień wcześniej, to jest we wtorek. Wstałem wcześnie rano, żeby się spakować zjeść śniadanie i wyruszyć w drogę. Przeprawa promem na drugą stronę Świny i ruszamy. Dość szybko znalazłem szlak rowerowy Eurovelo R-10 – opowiada nam Marcin.

Dalej przyznaje, że pierwszego dnia zrobił ponad 130 km przejeżdżając przez Międzyzdroje, Wisełkę, Międzywodzie, Dziwnów, Dziwnówek, Łukęcin, Pobierowo, Pustkowo, Trzęsacz, Rewal, Niechorze, Pogorzelica, Mrzeżyno, Rogowo, Dźwiżyno, Grzybowo, Kołobrzeg, Sianorzęty. - Zatrzymałem się w Ustroniu Morskim, gdzie czekała na mnie bardzo miła niespodzianka. Po rozpakowaniu się, rozłożeniu namiotu, poszedłem na kolacje, potem zachód słońca spędzony z najważniejszą osobą w moim życiu i powrót na pole namiotowe. Przed snem ułożenie trasy na kolejny dzień – podkreśla.

Następnego dnia w dalsza podróż wyruszył kilka minut po godz. 6.00 pokonując 180 km przez Sarbinowo, Chłopy, Mielno, Unieście, Łazy, Dąbki, Darłowo, Ustka, Orzechowo, Rowy dotarłem do Łeby. - Był to bardzo ciężki dzień. Chcąc skrócić sobie drogę wybrałem się przez wydmy, gdzie nie dało się jechać. Musiałem prowadzić rower jakieś 5 km, strasznie się namęczyłem, straciłem wiele sił. Do Łeby dotarłem koło 19.00. Szybki prysznic, rozbicie namiotu, kolacyjka, i trzeba było zmykać spać, bo nazajutrz ciężki dzień. Sprawdziłem na mapie że do pokonania zostało ponad 200 km – wspomina.

W piątek w trasę wyruszył o godz. 5.00. Pierwszy etap to dotarcie na prom Hel - Gdynia. Prom odpływał o godz. 11.30 a do pokonania miał ponad 100 km. - Musiałem trochę mocniej nacisnąć na pedały. Na moje nieszczęście kilka km od Łeby znowu piach i znowu ciężka przeprawa przez jakieś 3 km. Na szczęście udało się dotrzeć na czas – przyznaje i dodaje, że po drodze jechał m.in. przez Karwię, Jastrzębią Górę, Władysławowo, Chałupy, Jastarnia, Jurata. - W Gdyni zameldowałem się około 13.00. Szybka kawka i wyruszyłem w dalszą drogę – wraca wspomnieniami na trasę.

- W Gdańsku kolejna miła niespodzianka, mała przerwa i pojechałem dalej. Jadąc przez Mikoszewo, Jantar, Stegnę, Sztutowo, Kąty Rybackie dojechałem do Krynicy Morskiej. Zostało już tylko kilkanaście kilometrów do celu. Po kilku kilometrach polnej drogi dotarłem do celu – podkreśla Marcin i opowiada, że na tej drodze natknął się na czerwony szlaban z tabliczką a na niej napis: „Szanowny turysto znajdujesz się na granicy Miasta Krynica Morska, która jest jednocześnie zewnętrzną granicą Unii Europejskiej z Federacją Rosyjską” a dalej pouczenie co grozi za przekroczenie tej granicy.

- Niezwykłe uczucie, ciarki na plecach, łza w oku, wewnętrzna euforia, że się udało, że osiągnąłem swój wymarzony cel „wybrzeże w 3 dni”. Wróciłem do Krynicy Morskiej, gdzie spędziłem noc. Rano wyruszyłem do Tczewa skąd miałem pociąg do Gniezna. Łącznie wybrzeżem przemierzyłem 512 km w czasie 27,5 h co daje 99000 obrotów korbą i spalone jakieś 17000 kcal – dodaje Marcin, a uśmiech nie znika z jego twarzy.

Karol Soberski
Fot. archiwum M. Kaczora

A już jutro rozmowa z Marcinem o tej wyprawie i planach na przyszłość!