O dobroci świętej Jolenty i „jolentkach”
Dodane przez admin dnia Czerwiec 12 2015 20:00:00
Wielki głód nawiedził Kłecko i okolicę, a wszystko przez suszę, od wielu miesięcy nie spadła na ziemię ani kropla deszczu. A widok ziemi był opłakany – owoce wszelkie wraz z roślinami zaschłe, ususzone wisiały strasząc ludzi, nawet runo leśne nie ocalało.
Treść rozszerzona
Lament ludu kłeckiego dotarł do stolicy książęcej, Gniezna. Książę Bolesław Pobożny, zajęty wyprawą wojenną ratującą Gdańsk opanowany przez Brandenburczyków, poprosił swoją żonę Jolentę na pospieszenie mieszczanom z pomocą. Święta Jolenta jednak widząc książęcą spiżarnię pustą, bo niemalże cały prowiant zabrali rycerze, rozpłakała się. Gdy krople ciekły jej po policzku, przyleciały pszczoły, które zaczęły z twarzy świętej zbierać łzy.

Jolenta poszła śladem pszczół aż za mury Gniezna, gdzie w pniu dębowym zobaczyła tysiące uwijających się pszczół, które miały pełno miodu. Święta przyklękła dziękując Panu za ten cudowny dar. Natychmiast poleciła służbie dworu zabrać miód do Kłecka, w którym mieszczanie już prawie umierali z głodu.

Po drodze święta widziała ususzone jabłka, maliny i jagody. Kazała zebrać je kłecczanom i wsadzić do jednej beczki, następnie zalała je miodem. Szczęśliwie w mieście był młody młynarczyk, który miał jeszcze kilka worków mąki.

I w ten sposób powstały „jolentki” - bułki z nadzieniem z suszonych owoców i miodem, które stały się wielkim przysmakiem wśród kłecczan.

A gdy ludzie najedli się już do syta, święta poprosiła, aby wszyscy wraz z nią uklękli na rynku i oddali cześć Panu, dziękując Mu za hojność.

Po chwili gorącej modlitwy spadł na całe księstwo rzęsisty deszcz. Odtąd już nigdy w okolicy Gniezna i Kłecka nie było suszy, przez którą zmarniałyby dorodne owoce na drzewach.

Dawid Jung