O kłeckim pokutniku
Dodane przez admin dnia Czerwiec 05 2015 21:00:00
Razu pewnego, w słoneczny dzień, święty Wojciech przechadzał się po Kłecku. Aż nagle, w grodzie larum i krzątanina, bo schwytano groźnego rzezimieszka, który grasował w okolicy i pod sąd go prowadzono, do komesa. Komes wysłuchawszy skrzywdzonych ludzi, ani myślał o ułaskawieniu opryszka, tylko topór kazał przygotować na śmierć okrutną przez ćwiartowanie. Za każdą skradzioną rzecz – odcinać miano kawałeczek ciała.
Treść rozszerzona
Wtem święty Wojciech odezwał się z tłumu, że skazanego na śmierć chciałby wyspowiadać, co chrześcijańskim jest zwyczajem, a że Wojciech protegowanym Bolesława Chrobrego był, nikt się nawet nie sprzeciwił. Po wysłuchaniu spowiedzi, święty Wojciech rzekł:

- Nie możecie skazać tego człowieka na śmierć, bo nie dla siebie kradł i nie jego gorzki chleb żywił. Więcej powiedzieć wam nie mogę, to tajemnica spowiedzi, ale za pokutę nakazałem mu zrobić dla was chrzcielnicę. Tym oto srebrnym krzyżykiem ciąć będzie twardy kamień, póki z niego chrzcielnicy nie zrobi. Wybór kamienia pozostawiam wam, kłecczanie.

Święty jeszcze tego samego dnia opuścił gród. Grodzianie natomiast wybrali opryszkowi największy kamień, jaki znaleziono przy rzece. I tak, na kłeckim podrodziu, aby wszyscy widzieli, pokutnik srebrnym krzyżykiem strugał kamień, aż powstała piękna chrzcielnica, w której sam święty Wojciech ochrzcił nawet nowonarodzonego syna komesa.

I po dziś dzień stoi w kościele kłeckim owa chrzcielnica, kuta w kamieniu. Kto z niej wodę świętą przyjmie, tego chroni zastęp anielski, a kto ją dotknie, temu szczęście za życia wyprasza przed Bogiem sam święty Wojciech.

Dawid Jung