Z Wysp Kanaryjskich nad jezioro Kłeckie
Dodane przez admin dnia Czerwiec 10 2015 10:30:00
Jezioro Kłeckie ponownie zachwyciło żeglarzy spoza naszego regionu. Pływali po różnych akwenach, ale o kłeckim jeziorze wyrażają się w samych superlatywach. A do Kłecka przybyli – można tak rzec – z Wysp Kanaryjskich! Na Przystani Żeglarskiej „Korsarz” w Kłecku doszło bowiem do niecodziennego spotkania. Przybyli tam żeglarze, których połączył niezwykły rejs po Oceania Atlantyckim, wśród Wysp Kanaryjskich, który odbył się od 26 lutego do 8 marca ubiegłego roku. Gospodarzami tego spotkania byli: Piotr Molenda, kapitan wspomnianego rejsu i jego brat Andrzej, komandor „Korsarza”.
Treść rozszerzona
Zachwyceni jeziorem Kłeckim
Weekendowe spotkanie nad jeziorem Kłeckim rozpoczęło się od – jakże by inaczej – rejsu po tym pięknym akwenie. Uczestnicy spotkania wsiedli na pokład „Korsarza” i popłynęli w kierunku Borzątwi. Rejs trwał około 4 godzin, a po jego powrocie słychać było ogromne zachwyty nad samym jeziorem, pięknymi widokami i magią tego miejsca. - Jest to przepiękne miejsce, właśnie wróciliśmy z rejsu i wrażenia mamy kapitalne. Jestem tutaj po raz pierwszy i jestem zauroczona tymi okolicami. Przepiękne jest też jezioro Kłeckie, niezbyt duże, ale rozległe kilometrowo. Bardzo urokliwe miejsce, a Przystań Żeglarska „Korsarz” bardzo nam się podoba – przyznaje Agnieszka Przepierska z Bydgoszczy, członkini Klubu Żeglarskiego „Pasat” z Bydgoszczy.

Podobnego zdania jest żeglarz, który miał najdłuższą drogę do Kłecka, bo aż z Pułtuska. - Moje wrażenia po rejsie określę krótko: super. Piotra znam od niedawna, ale to bardzo sympatyczny człowiek. Miejsce, gdzie nas zaprosił i które nam dzisiaj pokazał jest piękne – zaznacza Janusz Kąkos z Pułtuska. - Urodziłem się nad jeziorami na Kaszubach, stąd woda jest mi bliska, obecnie pracuję w Nadleśnictwie Pułtusk nad rzeką Narew, także z wodą mam do czynienia cały czas, przez całe życie – dodaje.

Z kolei kapitan jachtowy Janusz Sikoński z Bydgoszczy dodaje: - Nie znałem tego akwenu, jestem tutaj pierwszy raz i nie wiedziałem, że są tutaj takie piękne, duże rynnowe jeziora. Jestem zachwycony! A samo spotkanie określa mianem: wspaniałe.

W superlatywach o kłeckim akwenie wyraża się też małżeństwo żeglarzy z Bydgoszczy. - Jesteśmy mile zaskoczeni tym jeziorem. Wokół Bydgoszczy jest jeden akwen na którym można żeglować czyli Zalew Koronowski, bo pozostałe jeziorka się do tego nie nadają, a tutaj jesteśmy zaskoczeni, że można po tym jeziorze pływać. Jezioro to nie jest zbyt szerokie, ale na długość, jak się nim płynie, to jest piękne. I na pewno to nie jest nasz ostatni tutaj przyjazd – deklarują Urszula i Mariusz Fiszerowi.

Wspólne zdjęcie, ognisko i... upominki
Gdy już emocje z rejsu opadły, przyszedł czas na przygotowania do ogniska. Zanim jednak zapłonął ogień, był czas na pamiątkowe zdjęcie oraz... upominki, które uczestnikom spotkania przekazała nasza redakcja, a były to foldery promocyjne powiatu gnieźnieńskiego „Tu powstała Polska” przekazane przez starostę Beatę Tarczyńską oraz przygotowany przez miłośników kajakarstwa „Przewodnik po Wełnie i Małej Wełnie” wydany przez Stowarzyszenie Światowid, Stowarzyszenie „Dolina Wełny” i Stowarzyszenie „Kraina Trzech Rzek”. Publikacje spotkały się z ogromnym zainteresowaniem wodniaków obecnych na Przystani „Korsarz”.

Następnie Piotr Molenda i Andrzej Molenda zapalili - jedną zapałką – ognisko i nadszedł czas wspomnień i biesiadowania. Była też okazja, by zapytać Piotra Molendę skąd pomysł na spotkanie. - Razem pływaliśmy po Atlantyku w lutym 2014 roku, a że załoga była w porządku, dobrze nam się ze sobą współpracowało i bawiło, to już w ubiegłym roku, po rejsie spotkaliśmy się nad Zalewem Koronowskim i wówczas zaproponowałem, by kolejne, tegoroczne spotkanie zorganizować nad jeziorem Kłeckim. I stąd to spotkanie – wyjaśnia kapitan jachtowy P. Molenda.

Zdjęcia, film, wspomnienia...
Gdy już kiełbaski przy ognisku zostały upieczone i zjedzone, gdy pierwsze wspomnienia i anegdoty z rejsu po Atlantyku wybrzmiały, uczestnicy spotkania przenieśli się do tawerny znajdującej się na Przystani. Tam przy bogato zastawionych stołach – przygotowanych przez pana Kazimierza (gotuje, że palce lizać!) - przyszedł czas na pokaz filmu z rejsu, jak i zdjęć wykonanych przez poszczególnych uczestników. Wspomnień, śmiechu i opowiadań nie było końca.

- Jesteśmy żeglarzami i przyjechaliśmy na zaproszenie naszego przewspaniałego kapitana Piotra Molendy. Razem z Piotrem pływaliśmy w ubiegłym roku, mieliśmy cudowny rejs po Oceania Atlantyckim, wśród Wysp Kanaryjskich. Niezapomniane wspomnienia, zżyliśmy się niesamowicie z załogą i w ubiegłym roku mieliśmy spotkanie porejsowe nad Zalewem Koronowskim, a w tym roku gościmy tutaj w Kłecku – mówi A. Przepierska.

O żeglarstwie i kajakarstwie
Spotkanie w tawernie było też okazją do „wieczornych Polaków rozmów” na temat kondycji żeglarstwa i kajakarstwa w naszym kraju. - Żeglarstwo w Polsce ma przyszłość. Z tym, że jest to trochę ograniczone, ponieważ jest nastawione na prywatne pływanie i część młodzieży, która jest bardziej uboższa, która nie ma pieniędzy, ma bardzo ograniczony dostęp do wody – uważa kapitan jachtowy Janusz Sikoński.- Kiedyś były kluby i one powodowały, że można było sobie pływać wszędzie. Teraz w klubach to są przeważnie prywatne łódki i dostęp do nich jest ograniczony jedynie dla rodziny czy znajomych. A tacy spoza tego kręgu nie mają już dostępu. Są kluby, które mają jeszcze łódki, ale jest ich coraz mniej, ponieważ są one wyeksploatowane i powodują, że trzeba je kasować, a nowych łodzi się już nie kupuje. I po tym względem jest coraz gorzej – dodaje.

Podobnego zdania jest Sabina Aleksandrowicz z Bydgoszczy, która jak mówi, kocha wodę, kajaki, a obecnie koleżanka wciągnęła ją w żagle. - I bardzo mi się to podoba. Wcześniej, przez wiele lat pływałam kajakami – zaznacza S. Aleksandrowicz. - Kiedyś były kluby i w każdym klubie były kajaki, i się wypożyczało i grupą pływało. Myśmy na przykład z Polskiego Związku Kajakowego, z Bydgoszczy z Elektronu pływaliśmy nie tylko po Polsce, ale i po Europie. Byliśmy w Hiszpanii, Norwegii, we Włoszech. Zabierało się składane kajaki i się płynęło – wyjaśnia. - Kocham ruch, kocham zdrowie i jak chce się być zdrowym to trzeba się ruszać. I u mnie już tak od młodych lat – zaznacza.

Urszula i Mariusz Fiszerowi także z miasta nad Brdą, miłością do wody, pływania zarazili swoje dwie córki i uważają, że żeglarstwo to pokój, radość i poznanie świata. - Nasza miłość do żeglarstwa zaczęła się bardzo dawno temu. Zawsze chciałem być żeglarzem, ale nie zawsze było to możliwe, bo miałem taki zawód, który nie zawsze na to pozwalał. Ale jak przeprowadziliśmy się ze Stargardu Szczecińskiego do Bydgoszczy, to poznaliśmy ludzi z Klubu Żeglarskiego „Pasat”. Wówczas nasze dwie córki poszły do tego klubu, zrobiły patenty i od tego czasu zaczęliśmy razem pływać. A że mam nazwisko Fiszer, a to po polsku oznacza „rybak”, to lubimy wodę – śmieje się pan Mariusz. - Nasz wpływ na nasze dzieci był tak duży, że córka jest w tej chwili porucznikiem Marynarki Wojennej i pływa na dużym okręcie wojennym. Zrealizowała to, co ja chciałem, ale mi się nie udało – dodaje. - U mnie najpierw była miłość do męża i mąż mnie wciągnął w żeglarstwo. Podczas żeglowania czuję spokój, radość, poznanie świata i to tak razem wszystko się łączy w jedno – podkreśla pani Urszula.

Pierwszy dzień spotkania, który zakończył się tańcami późno w nocy, był też okazją, by zobaczyć zacumowaną w kłeckiej przystani nową łódź kabinową - Liberty. Jest to najnowszy nabytek na wodach jeziora Kłeckiego. Łódź budząca wielki podziw i zachwyt. Drugi dzień to z kolei okazja dla uczestników, by poznać okolicę Kłecka.

Uczestnicy wyjeżdżali z Kłecka zachwyceni akwenem, okolicą, pięknem przyrody i zadeklarowali, że jak tylko będzie okazja, wrócą nad jezioro Kłeckie. Ich zdaniem bowiem, jest to piękne, urokliwe miejsce. Miejsce mające swoją magię.

Karol Soberski